NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ KUPUJĄC DZIECIĘCE UBRANKA?

Muszę się do czegoś przyznać…od niecałych dwóch lat cierpię na pewną przypadłość – dzieciowy zakupoholizm. Otóż, odwiedzając ukochane lumpeksy w pierwszej kolejności idę na dział dziecięcy. Niby wiem, że przyszłam tylko po spodnie dla siebie, ale z ciekawości zerkam czy jest coś fajnego dla Antka. A później trzymając w ręku bluzkę w rozmiarze 98 cm, niepewnym krokiem pokonuję trasę do kasy. Oczywiście po drodze nachodzą mnie dziwne myśli typu: kupić? nie kupić? Na szczęście trwają one krótko i kończą się jednym, krótkim pytaniem: ile płacę?

Karol mówi, że stadium mojej choroby jest zaawansowane i powinnam się leczyć. Za to ja widzę pewne plusy dziecięcego zakupoholizmu – bardzo szybko nauczyłam się na co powinnam zwracać uwagę kupując ubranka dla Antka.

Po pierwsze naturalne tkaniny. Uwierzcie mi nie ma nic gorszego niż ubranie, które przykleja się do naszego ciała, w szczególności latem. Bluzka wykonana z syntetycznych włókien mimo, że ma najmodniejszy w tym sezonie wzór zostaje przeze mnie skreślona. Nie wyobrażam sobie ubrać w nią dwulatka, a po dniu szaleństw zobaczyć na jego ciele obtarcia czy odparzenia.
Pozostając przy temacie bluzek, unikam tych z dużymi, naklejanymi aplikacjami. Dwa, trzy prania i z pięknego obrazka zostaje tylko wspomnienie. Aplikacje szybko się spierają i „łamią”, a bluzka wygląda jakby nosiło ją kilka pokoleń.

Po trzecie krój – prościej znaczy lepiej i wygodniej! Pamiętam, jak Antek na samym początku dostał body zapinane od tyłu na napy. Były piękne, materiał w 100 % naturalny. Ale co z tego skoro musiałam się nagimnastykować, żeby je założyć kilkutygodniowemu maluszkowi. Poza tym wydawało mi się, że to niewygodne – leżeć przez większość czasu na zatrzaskach.
Po czwarte spodnie i dresy muszą mieć gumę w pasie. Już nigdy więcej nie kupię spodni na sam sznurek. Zakładasz, zawiązujesz i za minute zlatują z tego małego tyłka. Nie polecam!
Ostatnia, ważna kwestia na jaką zwracam uwagę przy zakupie ubranek to szwy i metki. Zapewne znasz to uczucie, gdy ubierasz nową bluzkę i coś Cię „gryzie”? Ja niestety też, dlatego od razu odcinam boczne metki. Najgorsze są „drapacze” na plecach, zdarza się tak, że muszę je wypruwać. Na szczęście co raz więcej firm dziecięcych zwraca na to uwagę i stosują specjalny system wszywania metek, tak aby nie drażniły wrażliwej skóry dziecka (np. Lupilu czy Pepperts).

  
Ufff, zrobiłam to! Było ciężko, ale wyznałam swój mały sekret. Teraz Wasza kolej – dodajcie mi otuchy i napiszcie czy Was też dopadł dzieciowy zakupoholizm?

Navigate